To, że dzień będzie dziwny można była wywnioskować już od pierwszych minut. Zaraz po przebudzeniu dotarło do mnie, że jest zimno. Z sąsiedniego śpiwora łypało podejrzliwie jedno oko. Drugie oko było schowane razem z nosem, uszami i całą resztą głęboko w śpiworze, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że musi być bardzo zimno. Było jakoś w okolicy -2, bo trawa [na zewnątrz] była sztywna jak z plastiku. Plany na dzień były ambitne, zrobienie całych Fiordów Zachodnich jednego…
Niemal cały dzień lało, padało, mżyło, kropiło i znów lało… Dziś mijaliśmy kolejne wulkany a czasem tylko kratery, które po nich zostały. Reszta rozlała się w czasie erupcji po okolicy razem z magmą wydobywającą się z dziury. Takie rozlewiska lawy robią największe wrażenie. To co szczególnie zwraca naszą uwagę to mech, który obrasta skały. Robi się z tego coś w rodzaju gąbkowego dywanu, w który można zanurzyć się po kostki 😉 . .W temacie zanurzania nabieramy…
Choć była to najsilniejsza zorza jaką kiedykolwiek widzieliśmy, to fotografować się tego za bardzo nie dało.Większość rzeczy działa się w małej dziurze w chmurach dokładnie nad naszymi głowami. Widzieliśmy za to nowy kolor – fioletowy i kilka minut “prążkowych” ruchów. Wracamy na północ na Fiordy Zachodnie. Prognozy są na pełne zachmurzenie i deszcz, ale skoro tu się nie sprawdziły, to może tam się uda “wpaść” w jakąś większą dziurę 😉
Wczoraj zorza dała o sobie odrobinę znać, ale znacznie bardziej zelektryzowały nas prognozy na dziś. . Spodziewana jest burza magnetyczna. Naszym problemem okazały się zaś prognozy zachmurzenia. Całe Fiordy Zachodnie mają być pokryte grubą, siną warstwa deszczowych kłębów. Nie było wyjścia …trzeba było na dzisiejszą noc ewakuować się na południe. Przy okazji udało nam się odkryć niesamowite miejsce, przez które biegnie tylko szutrowa droga. Upapraliśmy nasz samochód tak bardzo, że nie da się wyjść/ wejść bez…
Wczoraj pierwszy raz padało non-stop cały dzień. Nie specjalnie nam to przeszkadzało, bo spędziliśmy go „zakutani” w ogromniaste kombinezony na kutrze wypatrując wielorybów. Pomimo deszczu [a może właśnie dzięki niemu] udało się. Poniżej zdjęcia napotkanych Humbaków Dziś w drodze do fiordów zachodnich trafiliśmy na coś w rodzaju targu końskiego. Aby się tam dostać trzeba było pokonać spory bród. Patrząc jak głęboko zanurzają się rasowe terenówki pozostawiliśmy samochód na brzegu a sami uzbrojeni w kalosze przeszliśmy…
Zorza oczywiście była, więc znów nie pospaliśmy. Do tego poranek był dość głośny, bo jezioro przy którym mieliśmy rozbity namiot, oblegały gęsi. Na moje oko to one trenowały wspólne loty przed wyprowadzką w cieplejsze kraje. Trochę latały kluczem, trochę nie, niemniej za każdym razem wydawały radosne gę! gę! gę! , które wyrwały nas z namiotu o 6 rano. Plan na dziś to okolice jeziora Myvaten, czyli wulkany, lawa i wyziewy siarkowe. Udało nam się zobaczyć wrzące…
Konkretnie dotarliśmy na północ. Całą drogę towarzyszyły nam różne formy skalistych pustyni. Niby coś tam rośnie, czasem nawet ma liście [obecnie w rudym kolorze] ale generalnie teren należy do mchów i porostów. Im dalej na północ tym wyraźniej widać też zastygłą lawę. W lawie wyryła sobie też woda dwa ogromniaste wodospady, które udało nam się zobaczyć. Przez pierwszy przepływa co sekundę 400 metrów sześciennych wody, drugi jest „malutki” za to znacznie ładniejszy. Finalnie dotarliśmy w okolice…
Od dwóch dni kontynuujemy podróż wzdłuż lodowca. Punktem kulminacyjnym były jęzory lodu, które wpadają do wody. Wczoraj lodowiec wpadał do oceanu. Co prawda każdy lodowiec, gdy już się stopi, wpada kiedyś do oceanu ale w tym przypadku było to bezpośrednie zetknięcie. Konkretnie dzieje się to za pośrednictwem sporych rozmiarów zatoki. Ogromne bryły lodu wpadają najpierw do spokojnej wody i dostojnie dryfują w kierunku oceanu. Wczoraj fale były duże, więc gdy lodowe leniuchy docierały do plaży,…
To dopiero trzeci dzień a dzieje się tyle, że mamy taką ilość wrażeń jakbyśmy byli tu już od dłuższego czasu. Poranek przywitał nas deszczem, który w ogóle nie chciał przestać padać. Skłoniło to nas do wymyślenia zupełnie nowego sposobu zwijania namiotu. Jest to iście kuglarska sztuczka, dzięki której jako jedyni z kempingu spakowaliśmy suchy namiot 😉 Szczegółową instrukcję podamy na końcu wyprawy. Na chwilę obecną powiemy tylko, że potrzebna jest plandeka oraz wcielenie jednego z nas w rolę…
Całość zaczęła się od zorzy, którą widzieliśmy z samolotu. Jak się okazało potem było jeszcze lepiej 😉 Przede wszystkim dopisuje nam pogoda. Oczywiście jest deszcz, ale przerywany słońcem. W ciągu dwóch dni sprawdziliśmy obie opcje spania tj. w namiocie i samochodzie. Obie się sprawdziły. Było ciepło i bezproblemowo. wodospad no.1 czyli pozycja obowiązkowa na Islandii wodospad no.2 czarna plaża w okolicach VIK Dziś pokrzyżowała nam plany zamknięta droga, którą mieliśmy wjechać dość głęboko do „interioru“.…