Klasycznie ciemnej nocy nie było na Lofotach odkąd przyjechaliśmy. To tak zwane białe noce. Niemniej 26 maja słońce schowało się za horyzontem już tylko na 4 minuty. Zaś od kolejnego dnia formalnie zaczął się dzień polarny. Oznacza to, że przez kolejne 8 tygodni, słońce nie zajdzie tu w ogóle. 🐳

Nietypowe jest też to, że słońce zaszło i wzeszło ostatni raz… dokładnie na północy.

schemat z aplikacji SunCalc; czerwona wskazówka pokazuje zachód a niebieska wschód słońca.

Kolejnym dziwactwem są temperatury. Konkretnie małe amplitudy pomiędzy dniem i nocą. Nie ma drastycznych spadków ciepła, bo słońce jest na niebie non-stop.

Jak się z czymś takim żyje? 

Przyznajemy, że odnajdujemy się w tej sytuacji wyjątkowo dobrze. 

Taka ilość światła powoduje, że człowiek jest mniej senny. Przynajmniej na nas tak to działa, że wpadliśmy w coś w rodzaju hiperaktywności. Niemal codziennie przyłapujemy się na tym, że “to już tak późno”, a nam nadal nie chce się spać 😂

No ale spać kiedyś trzeba… Tylko skoro całą dobę jest jasno, to co za różnica w jakich godzinach 🤷🏻‍♀️ Zdarzyło nam się już wstawać o 3. nad ranem aby robić foty, potem iść do pracy. Po powrocie do domu poszliśmy spać aby “późnym wieczorem” wyskoczyć w góry 😆

“nasza” wioska widziana z pobliskiej góry

A jak ktoś cierpi z powodu nieustającej jasności, to wystarczy zasłonić okno czymś ciemnym i przywrócić sobie „normalne” noce.

Jak powiedział nam pewien Norweg, z dnia polarnego trzeba korzystać na maksa, bo jak przyjdzie noc polarna, trzeba się będzie zaszyć w swojej chatce.  

Skomentuj