“przysługuje Ci gwarancja, o ile pojazd jest w gorszym stanie niż ty”. 
To doskonał puenta tygodnia, którego przebieg mógłby znaleźć się w którymś z katastroficznych filmów. Jest to niestety też doskonałe podsumowanie naszego kilkuletniego procesu planowania wyjazdu. Ale po kolei…


Byliśmy już w trakcie wyprowadzki…

W mieszkaniu wszystko wyleciało z szaf na podłogę. Totalny bajzel w chacie. W garażu piętrzyły się kartony. W tym właśnie momencie pękła mi łąkotka w kolanie🙈 Zero szans na chodzenie po schodach (mieszkaliśmy na 4-tym piętrze bez windy). Ola została więc z całą wyprowadzką sama 😨 Dwa dni później u Oli zdiagnozowano boreliozę 😰 Choroba sama w sobie jest paskudna, a przy rozwalonym układzie immunologicznym Olki nie wiadomo było czego się spodziewać 😱

Jedyny związek zdjęć z treścią posta jest taki, że powstały w bliższych i dalszych okolicach naszego mieszkania.

Następnego dnia pojawił się przysłowiowy gwóźdź do trumny. Mail od producenta naszego zamówionego już kampera. Producent informował, że nie gwarantuje nam, iż uda się kampera zarejestrować w Norwegii 🤯 Wszystko z powodu nowych normy spalinowych, których nie spełniał stojący już na placu van, który miał zostać zamieniony w naszego kampera.

Przez całą noc dumałem nad tym co teraz zrobić i jak to w ogóle powiedzieć Oli, żeby jej nie dobić. Przewijałem w głowie wszystkie wersje planów, które przez ostatnie 5 lat powstały. Szukałem czegoś, co nam umknęło, a na czym moglibyśmy się teraz oprzeć. W końcu dotarło do mnie, że skoro nasz plan na przestrzeni lat zmienił się już tyle razy, to tak jakby go nie było 🧐 Podjeliśmy się zaplanowania zbyt wielu zmiennych. Może nie da się czegoś takiego zaplanować, bo nie da się zaplanować życia? Jakkolwiek bardzo w stylu Paulo Coelho by to nie zabrzmiało, do takich wniosków tej nocy doszedłem.

Mistrzowie planowania

Nad ranem dotarło do mnie kolejna oczywista sprawa. Przez te lata, jedyne co pozostawało niezmienne w naszych planach, to dwa człony: 
my RAZEM + wyjazd do NORWEGII. Zmieniały się terminy, zmieniały się modele kamperów, które chcieliśmy mieć. Zmieniało sie w zasadzie wszystko poza tym krótkim: razem w Norwegii. W takim ujęciu kamper przestawał być zasadniczą częścią planu, a jego brak stawał się automatycznie zwykłym problemem. Każdy zaś problem można obejść, prawda?😁

Warszawa; poranek; mistrzowie planowania

Przy porannej kawie opowiedziałem o wszystkim Oli. W trakcie drugiej kawy kolejny raz zmieniliśmy plan😂 Pojedziemy do Norwegii naszym starym Subaru, wynajmiemy na miejscu dom, po czym tam poszukamy kampera i wtedy się do niego przeniesiemy. Proste? Proste!

Odpaliliśmy internet i rozpoczęliśmy sprawdzanie co w tamtym momencie było do kupienia w Norwegii. Jako, że nasz norweski jest na poziomie kupowania serka i bułek, a nie na poziomie specjalistycznego języka karawaningowego, skorzystaliśmy z translatora. W opisie jednego z kamperów wyskoczyło to  zaskakujące zdanie: 

“przysługuje Ci gwarancja, o ile pojazd jest w gorszym stanie niż ty”. 

Koślawy twór internetowego tłumacza  idealnie podsumowywał naszą sytuację. Jedno z boreliozą, drugie z niesprawnym kolanem, z “rozgrzebaną” wyprowadzką i finalnie bez przyszłego domu na kołach. Żaden kamper nie mógłby być w gorszym stanie 😂 A skoro nie przysługuje gwarancja, to nie ma co dalej drążyć tematu 😂😂

W dupę z planowaniem! Jedziemy za 47 dni 🥸👅 

Mistrzowie planowania; dmuchana kaczka na Wiśle

mistrzowie planowania

Skomentuj