fbpx
Zeszłoroczne, pandemiczne wakacje postanowiliśmy spędzić trochę inaczej niż dotychczas. Zdecydowaliśmy, że po pierwsze zostajemy w kraju, po drugie, że chcemy się maksymalnie izolować. Wybór padł na Spisz. To część Polski na uboczu głównego strumienia turystów podążających w Tatry. Na miejscu okazało się, że atrakcji jest sporo. Pojawiła się nawet groźba użycia najprawdziwszej, góralskiej ciupagi. Ale po kolei…

Spisz. Ale po co?

Powodów by tam pojechać jest na prawdę sporo.
Są tam niesamowite panoramy naszych najwyższych gór. Co prawda nie “na wyciągnięcie ręki” jak w Zakopcu, niemniej widoku nie zasłaniają billbordy z reklamami serków i botoksu.

Spisz. Pastwisko z krową prowadzoną do dojenia.
Widok na Tatry z okolic Łapszanki.

Są też krewcy ale przesympatyczni Górale Spiscy [oj! będzie dziś trochę o nich].
Jest ogromniaste jezioro Czorsztyńskie, które o poranku spokojnie mogłoby służyć za plan filmowy do “Władcy Pierścieni”.

Spisz. Jezioro Czorsztyńskie z pola namiotowego "Wyskocz! Na"
Wędkarz na jez. Czorsztyńskim. Widok z pola namiotowego “Wyskocz!Na”.

Jest też rzeka Białka, gdzie można się wykąpać i spróbować połowić pstrągi, albo po prostu posłuchać jak szumi woda.

Spisz. Biwak "na dziko" w korycie rzeki Białki
Biwak w korycie rzeki Białki

Jest więc wszystko czego “szwendaczom” potrzeba. W bonusie jest za to relatywnie mało ludzi, bo wszyscy omijają Spisz pędząc do Zakopanego.

Na dziko latem, a więc van od Lost Road

Padło na vana, bo planowaliśmy szwendanie się na dziko po polach i lasach. Latem życie toczy się na zewnątrz, można więc ograniczyć rozmiar domu na kołach i dzięki temu zwiększyć możliwości wjazdów w bezdroża. Taka opcja sprawdziła nam się już w Nowej Zelandii, więc postanowiliśmy ją powtórzyć.

Wypożyczalnię Lost Road znaleźliśmy “z polecenia” w Krakowie. Mają rozsądne ceny, sprytnie zabudowane VW i wszystko odbywa się w super miłej i wyluzowanej atmosferze. Znajdziecie ich na Facebooku lub na Instagramie.

Van, którym zwiedzaliśmy Spisz z wypożyczalni Lost Road
Van od Lost Road

Duża ilość szafek pomieściła zarówno nasze rzeczy, jak i cały sprzęt fotograficzny. Łóżko jest pełnowymiarowe i bardzo wygodne. Sprzęt turystyczny: krzesełka, stolik i składany kajak jeździły w bagażniku na dachu.

Dodatkowo samochody z Lost Road mają opony AT [przystosowane do jazdy po bezdrożach], co baaaaardzo nam się przydało, zwłaszcza w czasie gramolenia się po polach w poszukiwaniu miejscówek do spania albo widoków za miliony monet.

Spisz – mapa z punktami przydatnymi do planowania wyjazdu

  • ikonka przyczepy na żółtym tle to campingi
  • ikonka drzewka na zielonym tle to pola namiotowe. To rozróżnienie jest zrobione ze względu na dostępną infrastrukturę a nie atrakcyjność samego miejsca.
  • wszystkie miejsca “na dziko” są oznaczone na mapie ikonką ogniska na czerwonym tle
  • rewelacyjny bar serwujący doskonałego pstrąga – pin z ikonką rybki na niebieskim tle [na północnym brzegu jez. Czorsztyńskiego]
  • na wschód od jeziora pin rybką na czarnym tle to łowisko wędkarskie Frydman. Nic tam nie złowiliśmy, ale rozpacz porażki początkującego wędkarza ukoił powalający widok na Tatry
  • ikonki z górami na fioletowym tle to miejsca z niesamowitymi widokami, które warto odwiedzić jeśli lubicie robić zdjęcia. Nam w kilku miejscach się poszczęściło, zaś kilka miejsc będziemy musieli odwiedzić ponownie, bo warunki nie sprzyjały fotom.
  • zakupy robiliśmy w Lidlu k. Krościenka. To najbardziej na wschód położony pin z ikonką wózka sklepowego

>> rzeka Białka

Wzdłuż obu brzegów Białki jest mnóstwo miejsc z dogodnym dojazdem pod samą wodę. Swoją ukochaną miejscówkę zdradził nasz znajomy fotograf Majki, z którym poznaliśmy się na Islandii. Jako że prosił nas o niepokazywanie dokładnego miejsca. Oznaczamy je na mapie tylko orientacyjnie. Jeśli poświęcicie godzinę na poszukiwania, to na 100% znajdziecie coś podobnego w okolicy.

Poszukiwania miejsca na biwak nad Białką

Noclegi nad rzeką wspominamy jako jedna z fajniejszych części naszych wakacji ale warto pamiętać, że jest to rzeka trudno przewidywalna.

Spisz. Biwak na kamieniach w rzece Białka
Nasza ulubiona miejscówka nad Białką.

Zanim wjedziecie na wyschnięte koryto rzeki, sprawdzajcie prognozę pogody. Pro tip: sprawdzajcie nie w miejscu, gdzie będziecie nocować, tylko powyżej, w górze rzeki. W tym przypadku sprawdzajcie pogodę w Tatrach. Jeśli miałaby by Was zalać woda, to będzie to woda pędząca właśnie stamtąd. Z całych Tatr opady zlewają się właśnie do tej jednej rzeki.

Któregoś dnia grupa naszych znajomych nie sprawdziła prognozy pogody. W rezultacie zafundowali sobie ekstremalną przygodę. W nocy woda w rzece zaczęła przybierać, na szczęście ktoś się w porę obudził. W momencie gdy wszyscy wyskoczyli z samochodów, woda sięgała już progów i dalej rosła. Zaprawiona w bojach ekipa wykombinowała, że, co prawda z koryta rzeki już nie wyjadą, niemniej skoro na łasze piachu obok rosną spore krzaki, to jest szansa, że tego miejsca woda nie zalewa. Rzeka przybierała cały czas i skończyło się na telefonie na 112 i ewakuacji przy pomocy strażaków. Akcja odbyła się z wykorzystaniem lin, dzięki którym nikt się nie utopił. Niestety samochody musiały zostać w rzece, aż do momentu gdy woda opadła. Na szczęście dobrze wybrali łachę i samochody udało się uratować bez zalanych silników.

Biwak nad rzaką Białką.

>> panorama Tatr z ciupagą

To miejsce zapadnie nam w pamięci zapewne do końca życia. Wspomniany wcześniej Majki dołączył do nas któregoś dnia. Postanowiliśmy więc poszukać wspólnie nowej miejscówki. Założenie było jedno – najpiękniejszy widok na Tatry. Szwendaliśmy się dobrą chwilę w okolicach Łapszanki, aż wreszcie z jednego wzniesienia wypatrzyliśmy w oddali idealne miejsce. Po kilku kwadransach zygzakowania po polnych drogach “na azymut” dotarliśmy. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności natrafiliśmy na rolnika, który pracował traktorem w polu tuż obok. I nie uwierzycie! Na pytanie, czy możemy stanąć na górce pod lasem odpowiedział: “A nie wadzi mi to”.

Spisz. Biwak "da dziako" w okolicach Łapszanki
Dosłownie minuty przed burzą… a w zasadzie przed ciupagą.

Ledwo rozłożyliśmy krzesła i stolik, a na horyzoncie pojawił się kolejny traktor. Dość dziwne było jego tempo. Nadspodziewanie dziarsko pomykał po drodze pełnej dziur. Tak, dobrze czujecie… pędził prosto do nas. Traktor zatrzymał się przy vanach a starszy pan wycedził przez zaciśnięte zęby:

czego, K***A, chceta na moim polu?
– yyyyy, bo my pytaliśmy o zgodę tego Pana co tu po prawej, traktorem jeździł
***** ***!!! Co on ma do godania? Wy******** mi stąd!!

Tętno podnosiło nam to co widzieliśmy. O ile lewa dłoń rolnika spoczywała na kierownicy, to prawa była na dwuręcznej siekierze.

Spisz. Góral wściekły, że niszczymy mu łąkę kołami
Że co? Że zdjęcie niewyraźne, tak? A próbowaliście robić foty chwilę po tym jak wkurzony góral zjawił się z siekierą??

Możecie mi wierzyć, fajnie nie było. Na szczęście górala zaskoczyło nasze zakłopotanie i chęć dogadania się. Zrozumieliśmy, że rolnik z poprzedniego traktora nie był właścicielem, ale nam tego nie powiedział. Ciężko się więc dziwić, że komuś skacze ciśnienie jak dwa vany orają kołami łąkę. Od razu zaproponowaliśmy, że wyrównamy szkody. Dumny góral dutków nie wziął ale na butelkę craftowego piwa przystał. W ten oto sposób zostaliśmy tam na noc.

Spisz. Okolice Łapszanki z najlepszym widokiem na Tatry

W nagrodę, już po zachodzie słońca, niebo zrobiło się dosłownie różowe. Wyglądało to absolutnie nierealnie, więc nie zdziwimy się jak nikt nam nie uwierzy, że tak to wyglądało. Co zobaczyliśmy, to nasze.

Spisz "na dziko". Jeden z najlepszych biwaków pod Tatrami

Rano nastąpiła powtórka z rozrywki. Kręcąc się w okolicy vana, w oczekiwaniu na wschód słońca, spotkałem starszą Panią. Na szczęście nie miała w ręku siekiery, tylko wiadro bo przyszła wydoić krowy [założę się jednak, że spokojnie mogłaby poszczuć mnie tą krową]. Góralka była podejrzliwa. Ciężko było jej uwierzyć, że faktycznie otrzymaliśmy zgodę na biwak od sąsiada. Na szczęście rozmowa przebiegała znacznie spokojniej, a w jej rezultacie dodatkowo otrzymałem zgodę na robienie portretów przemiłej góralce.

Spisz. Pastwisko dla krów, które mają jeden z najpiękniejszych widoków na Tatry
Znacie lokalizację pastwiska z lepszym widokiem? 😉

Jako że nie zostaliśmy upoważnieni przez właściciela pola do pokazania lokalizacji tego miejsca, tu też zaznaczamy ją na mapie orientacyjnie. Jak znaleźć tą lub podobną miejscówkę? Zarezerwujcie sobie 2-3 godziny na poszukanie paru fajnych miejsc w okolicy Łapszanki. Potem, zanim się gdzieś wpakujecie, jedźcie do najbliższej wsi i poszukajcie właścicieli pól. Pomimo naszych pierwszych doświadczeń, zapewniamy, że to bardzo mili ludzie. Na pewno z którymś z okolicznych rolników się dogadacie.

>> panorama Tatr “bez adrenaliny”

Jeśli chcecie popatrzeć na Tatry, ale nie lubicie adrenaliny, to nie ma problemu. Możemy też polecić miejscówkę bez groźby spotkania z wkurzonym góralem. Na mapie to ikonka poniżej pola namiotowego w Niedzicy-Zamek. Odwiedzaliśmy ją już wcześniej. Widok na Tatry za każdym razem wygląda tu inaczej, ale [o ile cokolwiek widać] zawsze nam się podoba.

Spisz. Tym razem widok na Tatry zakrywa gęsta mgła
W tym roku z widokami było ciężko…
aby cokolwiek zobaczyć trzeba było podnieść się do góry
Spisz. Widok na Tatry z okolic Niedzicy
ale zazwyczaj bywa znacznie lepiej 😉

Jeśli akurat widok na Tatry jest “nieaktywny” z powodu mgły, to sytuacje ratuje drugi widok. Wystarczy obrócić trochę głowę aby zobaczyć jez. Czorsztyńskie i ponury zamek w Niedzicy. Im bardziej mgła przeszkadza w zobaczeniu Tatr, tym bardziej zamek jest ponury ;).

Spisz. Zamek w Niedzicy
Zamek w Niedzicy

Resztę miejsc “na dziko”, wraz z krótkimi opisami, znajdziecie na mapie [ikonka ogniska na czerwonym tle].

Spisz – campingi i pola namiotowe

Są hardcorowcy, którzy szwendają się na dziko przez cały czas. W ogóle nie potrzebują zaplecza turystycznego. No cóż, my do nich nie należymy. Przyznajemy się bez bicia – jesteśmy z gatunku “homo toaletus”.
Jako, że poruszaliśmy się vanem, a nie kamperem, nie mieliśmy własnej łazienki. O ile kąpiele można zrobić w rzece lub pod turystycznym prysznicem, to temat WC jest skomplikowany. Kopanie saperką dołka, aby się załatwić się do niego, wykracza poza naszą strefę komfortu. Zaś brak wody, w której można by potem umyć ręce, powoduje już po prostu irytację. Dlatego, mimo że założeniem było campingowanie na dziko, często i tak mieliśmy opłacone pole namiotowe lub camping. Po co? Po to aby po porannych zdjęciach, albo po całym dniu drogi wyskoczyć do toalety pod prysznic. Że jesteśmy stuknięci? No i niech tak będzie. Ważne, że dało nam to zarówno maksymalną izolację od ludzi, jak i namiastkę komfortu.
Szczegóły wymienionych poniżej campingów znajdziecie po kliknięciu w link.

>> Polana Sosny

Już kiedyś o tym miejscu pisaliśmy. Mimo, że widok nie powala, to bezwzględnie jest to kemping z najlepszymi sanitariatami w okolicy. Dlatego właśnie tu zrobiliśmy swoją “bazę logistyczną”, gdy spaliśmy w dzikich miejscówkach.

Sam kemping widoku specjalnego nie ma, ale już z góry jest znacznie lepszy 😉

>> Wyskocz Na!

Formalnie nie jest to Spisz, ale z tego miejsca już te tereny widać, więc nie ma co trzymać się ślepo administracyjnych podziałów. Poza dniami wolnymi i weekendami, kiedy ciężko wcisnąć tam szpilkę, jest to najlepsza widokowo miejscówka noclegowa.

Spisz. Jedno z najlepszych miejsc do zatrzymania - pole namiotowe "Wyskocz! Na"
widok na Wyskocz Na!

Z miejsc, w których nie spaliśmy, bo nie było miejsca (sic!), ale wyglądało porządnie, z zapleczem i pięknie położone, wzdłuż koryta rzeki Białka, polecamy Camping Frydman.

Do całej reszty mieliśmy mniejsze lub większe zastrzeżenia, które znajdziecie w opisach po kliknięciu ikonek na mapie powyżej.

Spisz. Gęsta mgła przesłaniająca widok na Tatry
pobudka o 4 aby po wjechaniu na punkt widokowy pooglądać mgłę 😉

Spisz z Lost Road. Czy było warto?

W ciągu 11 dni zrobiliśmy 731km i spaliliśmy zaledwie jeden bak paliwa. Znów się okazało, że nie trzeba jechać daleko, by mieć niesamowite widoki i mnóstwo atrakcji.

Prawdę mówiąc, planujemy kolejny wypad na Spisz [może uda się w tym roku]. Po pierwsze, bo zostało jeszcze kilka miejsc, w których nie daliśmy rady się zatrzymać. Po drugie większą część z tych, które dziś opisaliśmy, chętnie odwiedzimy ponownie. Poza tym, polska część Spiszu to mały fragment regionu, którego większość leży po stronie słowackiej. Wygląda więc na to, że mamy co odwiedzać jeszcze przez dłuuuugi czas 😉

Skomentuj