kawa w krzakach

Emigracja jest jak psychoterapia, czyli 1000 dni od wyjazdu do Norwegii. Dzień polarny Zamieszkaliśmy w pocztówce Jak poznać zajebistych ludzi

Dość długo się zastanawialiśmy jechać, czy nie. Głównie dlatego że jedyną opcją zobaczenia Shire, miasta Hobbitów, jest zwiedzanie go z przewodnikiem. Mamy na taką formę wyjątkową alergię. W końcu przekonała nas pogoda…

Pisaliśmy już, że tutejsze niebo ma kompletnie inne gwiazdy, niż na naszej półkuli? Udało nam się je wreszcie zobaczyć dzięki kolejnej zmianie planów 😉 Pobudka o 6 rano i krótka podróż…

Z powodu deszczu odpuściliśmy trekking po wierzchołkach gór nad fiordami. Na szczęście świecące robaki deszczu się nie boją. Aby je znów zobaczyć nadłożyliśmy trochę drogi do kempingu, który jest z nich znany.…

Uciekając na północ, wjechaliśmy do regionu Marlborough. Produkuje się tu 3/4 nowozelandzkiego wina. Deszcz, deszczem …ale takiej gratki nie mogliśmy odpuścić 😉 Winnice ciągną się wzdłuż drogi i do większości można wjechać…