Autor

kawawkrzakach

Browsing

Plany na początek roku były ambitne. W lutym biegówki i tropienie wilka, zaś na początku marca mieliśmy odwiedzić nową miejscówkę nad Wieprzem. Niestety męska grypa w pierwszym przypadku [prawie umarłem!], oraz nawał pracy w drugim, spowodowały że kamper ani drgnął z miejsca. Co robimy, gdy czujemy potrzebę rozpalenia ogniska a zmuszeni jesteśmy do siedzenia w mieście? Ratujemy się, czym tylko się da. Tym razem padło na książkę “OFF THE ROAD”. Możemy ją szczerze polecić. Książka jest…

Pierwsza część dotyczy tego, co można “ogarnąć” z Polski. Zajęło nam to więcej czasu niż zazwyczaj. Trudność wynika z tego, że jest to relatywnie niepopularny kierunek, więc informacje jest ciężej odnaleźć. #1 Przewodnik też nam przygotowań nie ułatwił. W zasadzie nawet nam utrudnił życie. Lonely Planet, który zawsze zabieramy ze sobą, okazał się porażką (po raz kolejny niestety). Informacji, których potrzebowaliśmy było mało. Najwięcej było opisów restauracji i noclegów, które nam w ogóle nie były potrzebne.…

Mistletoe Bay Eco Village Campground Jeżeli macie jeden wolny dzień w trakcie Waszej podróży po Nowej Zelandii i nie wiecie gdzie go spędzić, to warto zostać ten jeden dzień dłużej w Malborough Sounds. A już na pewno warto odwiedzić Mistletoe Bay. Cudowny zakątek z rewelacyjnym widokiem i jeszcze bardziej zaskakującymi atrakcjami, o których możecie przeczytać TU. Uwaga tylko na stromy i szutrowy zjazd do campingu. Jest szeroki na jeden samochód i wjazd większym kamperem może być…

Nowa Zelandia van camping ocean

WYSPA PÓŁNOCNA Blue Heron Holiday Park Rawene Holiday Park widok z campingu Rawene Kev’s Place – Raglan Camping z jednym z najlepszych (jak nie najlepszym) widokiem w całej Nowej Zelandii. I tylko ten widok jest w stanie przesłonić bardzo słabą infrastrukturę. Ale jeżeli, tak jak my, jesteście w stanie przymknąć na to oko i przetrwać jeden dzień bez “luksusów”, to naprawdę warto! widok z campingu Kev’s place Ohawe Beach Camp Camping z bardzo podstawowym i dość…

Ekipę #expeditionhappiness znamy i śledzimy od dawna. Tym bardziej ucieszyło nas, gdy zobaczyliśmy na Netflixie dokument o ich wyprawie przez Amerykę pt. „Expedition happiness”. Wszystko zaczyna się od zamiany wielgachnego, szkolnego autobusu na przytulnego kampera. Para Niemców wszystko robi sama, bez spiny i pośpiechu. Odbywa się to zgodnie z głównym założeniem – wyprowadzka z miasta i nieśpieszne robienie tylko rzeczy, które dadzą dwójce młodych podróżników szczęście. Trasa przez Kanadę odbywa się mniej więcej w tym stylu.…

Nasz komputer udało się zreanizmować i odzyskaliśmy zdjęcia 😉 Wrzucamy więc parę fotek z ostatnich dni na Nowej Zelandii. Upłynęły nam głównie na poszukiwaniu surferów. Znaleźliśmy ich w końcu w miejscowości Mount Maunganui, w której surfing jest nawet przedmiotem w lokalnym liceum. Niestety albo padało i wiało, ewentualnie wiało i padało. W rezultacie rozum zwyciężył z sercem i z naszej nauki surfingu nic nie wyszło. W ramach pocieszenia została nam huśtawka na jednej z plaż ;)…

Najpierw zaniemówiliśmy z wrażenia …a potem wszystko uratowały minerały. Dość długo zastanawialiśmy się jak to możliwe, że gejzer w Parku Wai-o-tapu wystrzeliwuje codziennie dokładnie o 10.15. Na dokładkę tylko raz dziennie. Z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika bowiem, że gejzery to wyjątkowo kapryśne zjawisko. Czekasz pod nim zazwyczaj godzinami. Raz kichnie, raz prychnie a raz wystrzeli kilkudziesięciometrowym strumieniem [zazwyczaj wtedy, gdy już odłożyłeś aparat]. Robi to jak często chce i z kompletnie nieprzewidywalną siłą. Odpowiedź okazała się…

Dość długo się zastanawialiśmy jechać, czy nie. Głównie dlatego że jedyną opcją zobaczenia Shire, miasta Hobbitów, jest zwiedzanie go z przewodnikiem. Mamy na taką formę wyjątkową alergię. W końcu przekonała nas pogoda (wszędzie lało) i bardzo dobrze 😉 Hobbiton to ni mniej, ni więcej tylko zachowany plan filmowy. Cała historia zaczyna się od tego jak Peter Jackson latał helikopterem nad Nową Zelandią i szukał plenerów, do „Władcy Pierścieni”. Spodobała mu się farma Pana Alexandra, bo miała…

Jak dalej będzie nam tak szło szukanie surferów, to uzbieram wystarczające portfolio zdjęć, aby wystartować na etatowego fotografa w „Wędkarzu Polskim”. Kolejna plaża i po raz kolejny surferów brak, ale był za to kolejny tłum wędkarzy. Po spotkaniu z Izą i Remkiem wiemy już, że tylko cześć z tych ludzi robi to w ramach hobby. Na fotach wszystko wygląda romantycznie a prawda jest taka, że część ludzi jest zbyt biedna aby kupować wszystko w sklepie. Po…