fbpx

Dojazd do Słowenii, wg Googla, powinien zająć nam 10 godzin. Jednak długi weekend rządzi się swoimi prawami 😉 Wszelkie niedogodności przestały mieć znaczenie po dotarciu do pierwszego punktu – Alp Julijskich.

Dwa jeziora

Zaczęliśmy od dwóch jezior umiejscowionych na obrzeżach masywu górskiego. Pierwsze – Bled – ma bardzo rozbudowaną infrastrukturę turystyczną, zaś drugie – Boohinij – jest dość dzikie.

Oba mają „dziwny“ turkusowy kolor wody, do którego można z czasem przywyknąć, zwłaszcza że taki sam kolor mają też wszelkie okoliczne potoki górskie. Bled zrobił się bardziej komercyjny za sprawą atrakcji turystycznej – wyspy, na której znajduje się kościół. Można do niego dopłynąć tylko za pomocą dość kiczowatych gondolek, lub wynajmując łódź wiosłową. Klimat otoczenia „podkręca“ dodatkowo zamek biskupów, który znajduje się na sporej skale tuż przy brzegu jeziora.

Mimo, że nie przepadamy za tłumami to właśnie Bled wybraliśmy na naszą pierwszą bazą wypadową, aby dotrzeć do wąwozu Vintgar. Przedreptaliśmy 19km ale było warto. Pomijając tłumy, kręcące się w nieskoordynowany sposób po pomostach zawieszonych nad wodą, było bosko 😉

Triglavski Park Narodovy

Czasu na łażenie po górach nie było, więc pozostało nam zobaczyć ich choć trochę z okna kampera. Na pierwszy ogień poszła dolina Radovny, która choć nie jest spektakularna, warta jest zobaczenia ze względu na swój niepowtarzalny urok. Mi przypomina bajkę o Cypisku Rumcajsku 😉

Dolina kończy się w Mojstranie, skąd na południowy zachód rusza niepozorna [i nie zawsze asfaltowa] droga w kierunku Triglavu – największego szczytu Słownii.

Pomimo obaw udało nam się wtoczyć nasz pojazd pod kilkukilometrową górkę, która w szczytowym miejscu miała nachylenie 25%. Niespodziewanym bonusem była możliwość obserwowania i słuchania schodzących lawin.

Kolejny punkt to „ruska droga”. Samych zakrętów „agrafek”, czyli mających 180*, jest równo 50. Pozostałych łuków i zakrętów jest o wiele, wiele więcej 😉 Kulminacyjnym punktem drogi jest przełęcz Vrsic ale najfajniejsza jest bliskość ogromniastych skał, które z każdym zakrętem odsłaniają się coraz bardziej.

Czas ruszać na południe 😉

Skomentuj