fbpx

Lista powstawała dość długo. Coś do niej wchodziło, coś wypadało. Jako, że ostatnio jest dość stała, możemy ją pokazać jako nasz żelazny zestaw, bez którego się nie ruszamy.

Po pierwsze koc. Z prawdziwej wełny od Wełenko. Przydaje się o każdej porze roku. Rześki poranek z kawą i kocem to jest to. Czasem przydaje się jeszcze bardziej. Na Islandii chronił nas od wrześniowych przymrozków. Była to nasza najcieplejsza warstwa podłogi w namiocie. Możecie o tym poczytać tu

Po drugie kawiarka. Poranna kawa, przed wstaniem z łóżka, to nasz codzienny rytuał. W czasie naszych wypadów jest po prostu jeszcze przyjemniejszy, bo zazwyczaj mamy dodatkowo fajny widok. Raz zdarzyło nam się jej nie zabrać. Naiwnie sądziliśmy, że skoro w USA powstał Sturbucks, to na pewno wszędzie można tam kupić dobrą kawę. Błąd! Każdy poranek był loterią i jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zwycięzcą zostawał ktoś inny. Po tym doświadczeniu nie zapominamy jej już nigdy.

Po trzecie czołówka, czyli latarka z gumką, którą można założyć na głowę. Zwariowaliśmy? Niekoniecznie 😉 Zakładamy latarki na głowę aby mieć wolne ręce. Przydaje się to nie tylko w czasie marszu [wygodniej], ale przede wszystkim wtedy gdy światło jest niezbędne, tak samo jak obie ręce. Najbardziej się z niej cieszyliśmy, gdy w Norwegii zerwała się wichura w środku nocy i musieliśmy zdemontować matę termiczną z kampera. Bez obu rąk pewno trwałoby to wieki, a że było zimno i brodziliśmy w wodzie, to woleliśmy się szybko uwinąć. Możecie o tym poczytać tu

Po czwarte duct tape, czyli najbardziej magiczna taśma klejąca. Sklei, złączy i przymocuje wszystko. Przydawała nam się już przy stabilizowaniu rowerów na bagażniku, czy przy sklejaniu plandeki, która chroniła nas na Islandii przed ulewami.Taśma nigdy nas nie zawiodła, poza tymi momentami gdy się znienacka skończyła. Rozważaliśmy nawet jej użycie na gadatliwej koleżance, która nas odwiedziła i przez dwie doby non-stop gadała. Upiekło się dziewczynie, bo za dużo ludzi było w koło.

Wreszcie siekiera. Nie da się bez niej rozpalić ogniska, które bardzo lubimy. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu gotujemy w ognisku nasz ulubiony kociołek. O tym jak go zrobić możecie poczytać tu. Temat  wyboru siekiery wydaje się być, na pierwszy rzut oka, banalny. Idziemy do marketu budowlanego i wybieramy najtańszą. Prawda? Niestety tak zakupiony toporek po pierwsze nie bardzo dawał radę podołać biwakowym zadaniom. Po drugie nie wytrzymał również zbyt długo. Po wielu lekturach co i jak postanowiliśmy kupić małą siekierę zamiast toporka, bo łatwiej się nią łupie drewno. Ponadto dorzuciliśmy trochę budżetu i kupiliśmy porządną szwedzką, ręcznie kutą, siekierę. Na pierwszy “chwyt” czuć, że została niesamowicie dobrze wyważona. Wrażenia z praktycznego wykorzystania napiszemy jak tylko sprawdzimy.

Skomentuj