Odwrót z Lofotów rozpoczęliśmy w odrobinę gorszej formie. Jedno z nas przemarzło w czasie rejsu na wieloryba, drugie zaś …obżarło się żelkami z lukrecją. Kichanie i bolący brzuch to jednak nie powód aby odpuszczać sobie powrót dłuższą, ale widokową drogą 😉 Brzeg wyspy Andøya z Morzem Norweskim ma niespodziewanie intensywne kolory. Zamieszanie wprowadzają glony, których odcienie bardziej pasowałyby bardziej do Hiszpani lub Meksyku. Góry spowite ponurymi chmurami i „żarówiaste” odcienie dawały niesamowity kontrast. Do tego skaliste wybrzeże…
Dziś, po raz pierwszy od zimowej wyprawy do Norwegii, ponownie włączyliśmy farelkę w kamperze. Piec gazowy chodzi na najwyższych obrotach ale zimne nosy mówiły, że potrzebna jest odsiecz ciężkiego kalibru. Lato w Norwegii potrafi zaskoczyć niemal tak jak zima [no …nie ma jeszcze zasp śniegu ;]. Zapowiadało się dobrze. Wylazło słońce i krajobrazy nabrały takich kolorów, że spokojnie można by je wcisnąć do katalogu z Rivery Francuskiej. Mogliśmy nawet zrezygnować z grubych kurtek i rękawiczek. Przynajmniej…
Å to ostatnia litera alfabetu norweskiego. To też nazwa ostatniej miejscowości na południu Lofotów. Żeby tu pospać o tej porze roku, trzeba pozasłaniać wszystkie okna w kamperze. Od wczoraj nad wyspami w ogóle nie zachodzi słońce. To powoduje, że kompletnie nam się pokręciły pory dnia i nocy. Pogodzie zaś pokręciły się pory roku i od dziś mamy opady śniegu z deszczem, bądź deszczu z drobinkami lodu. Na szczęście wiatr, który urywa głowy, robi spore dziury w…
Od trzech dni mamy wrażenie jakby wszystko w Norwegii działo się w zwolnionym tempie. Możliwe, że to wcale nie jest tylko wrażenie. Po pierwsze po Norwegii można „śmigać” 80km/h. To doskonała prędkość aby dobrze się rozejrzeć, ziewnąć, raz jeszcze się rozejrzeć a zakręt przed Tobą …wciąż jest przed Tobą. Na samej drodze nr 17, czyli trasie wzdłuż zachodniego wybrzeża, zdążycie dodatkowo wziąć łyk, albo dwa kawy, bo dominują ograniczenia prędkość 60-70km/h. Po krótkiej chwili doszliśmy do…
Gdyby się dobrze zastanowić, to niemal wszystko idzie nie tak jak powinno. Nie bardzo nam to jednak przeszkadza 😉 Myśleliśmy, że skoro atakowały nas komary na Mazurach, to jesteśmy odporni na tego rodzaju upierdliwe insekty. Już pierwszy nocleg tego wyjazdu zweryfikował tę tezę. Komar jak to komar, dopóki dymił grill i odstraszały repelenty, jakoś dało się je wytrzymać. Atak nastąpił …gdy weszliśmy do kampera. Zadziałała tu zwykła statystyka. Jeśli komarów będzie dziesiąt razy więcej, to jest…
PLUSY 50 m od plaży [bliżej w Sopocie się już nie da]blisko portu rybackiego [czyt. codziennie świeża ryba!]blisko centrum Sopotu i wszelakich atrakcji typu molo […i w sumie nic więcej do głowy nam nie przychodzi]rozsądna cena [zwłaszcza jak na Sopot]ok infrastrukturaszkółka żeglarska MINUSY budowa vis a vis campingu. Obudziła nas jakaś koszmarna piła, która przez kolejnych kilka godzin nie milkła. Pewno kiedyś budowę skończą. Do tego czasu to jest koszmar w czystej, akustycznej postaci.
Kamperem do Norwegii jedziemy po raz drugi. Wcześniej byliśmy tam jeszcze z namiotem. Niemniej tym razem zaczęliśmy z przytupem [ale o samym „przytupie” napiszemy jak przejrzymy zdjęcia ;]. Poza tym, w związku z tymże wydarzeniem, w ogóle niczego nie zdążyliśmy zaplanować. Wiedzieliśmy jedynie, że jedziemy do Norwegii, na Lofoty i kupiliśmy bilety na prom do Szwecji. Zmęczenie dawało o sobie znać nawet na pierwszym kempingu w Sopocie. Rano byliśmy w stanie jedynie dowlec się na plażę…
Góry Sokole i Rudawy Janowickie „łaziły” za nami od dłuższego czasu z powodu niesamowitego zjawiska. W mgliste poranki wstające słońce przebija się przez drzewa i zostawia smugi, przypominające „lasery”. Wjeżdżając na parking pod schroniskiem Szwajcarka ciśnienie rosło mi coraz bardziej. Po pierwsze droga do schroniska jest taka, że całe zawieszenie jęczało i skrzypiało [w rezultacie na drugi dzień wylądowaliśmy u mechanika]. Po drugie wszędzie była fantastyczna mgła. Od razu ruszyliśmy na szlak, żeby zrobić rekonesans okolicznych…
Co tu dużo gadać …czasem sekwencja zdarzeń się tak po prostu poukłada i już. Zakończyliśmy zwiedzanie Szwajcarii Saksońskiej od objazdu Parku Narodowego. Zagoniliśmy się nawet na czeską stronę. Nic więcej, niż to co planowaliśmy zwiedzić, nie wpadło nam w oko. Wpadł nam natomiast pomysł aby od razu wycofać się do Polski. Niestety odrobinę za późno aby go zrealizować jeszcze tego samego dnia. Zatrzymaliśmy się więc w pierwszym lepszym kempingu z mocnym postanowieniem porannego wyjazdu. Nie ma…
Camping Panoramahotel Lilienstein jest malutki. Ma dokładnie 10 miejsc 😉 Hotel też jest niegroźny. Ma nawet swój klimat. Akurat gdy byliśmy goście hotelowi jedli kolację przy ognisku, z okazji jakiegoś lokalnego święta. Takie hotele są w porządku ;)) PLUSY lokalizacja tuż u podnóża skalnego wzgórza Liliensteinwidok na twierdzę Konigstein i jeszcze jednego ostańcaprzesympatyczna obsługa. Niemal nikt nie mówi po angielsku, zaś my nie mówimy po niemiecku. Mimo to bez trudu się dogadaliśmy 😉 MINUSY minimalna infrastruktura.…