Znów narobiliśmy dymu…

Tym razem wyskoczyliśmy z miasta głównie po to aby rozpalić ognisko. Posiedzieć przy nim w ciszy i gotować jedzenie w kociołku. Jak to zazwyczaj bywa, część planu się udała a część nie. 

Podchody pod rzekę Rawkę robiliśmy już kilkukrotnie. Do tej pory w ogóle nie mogliśmy znaleźć miejsca aby się zatrzymać. Jak już się udawało jakieś pole namiotowe odszukać, to zazwyczaj przypominało ono letnią siedzibę „Rodziny Adamsów“. Na szczęście tym razem było inaczej, choć „Zaścianek Babie Lato” to dość zaskakujące miejsce. To połączenia plenerowego rodzinnego placu zabaw z polem namiotowym. Takiego czegoś jeszcze nie widzieliśmy.

Bezsprzecznie Rawka, która otacza teren pola, jest jego główną atrakcją. Rzeka jest wąska, bardzo kręta i dzika. Idealna na kajaki. Na 100% nie będzie nudy!

Dokoła jest Bolimowski Park Krajobrazowy, który moim zdaniem, w tej części Polski, jest jednym z najciekawszych miejsc.

Na polu dodatkowo jest jeziorko, które zaskakuje ilością awanturujących się kaczek i gęsi. Zresztą spora ilość różnych zwierzaków, to gwóźdź programu całego konceptu „rodzinnej wioski”.

Króliki biegające swobodnie po całym terenie, 3 wesołe psy, dwa kuce z rozwianymi grzywami, kozy, kaczki i gęsi, które można dokarmiać. I to właśnie spowodowało, że z planów na ciszę nic nie wyszło.

Nie, nie! Wcale nie chodzi o wrzeszczące gęsi. To jest bardzo fajny hałas. Chodzi o dzieciaki, które przy zetknięciu ze zwierzakami dostawały szalonych oczu i wydawały przeróżne głośne dźwięki, zazwyczaj non-stop.

Ogrom atrakcji powodował, że żadne z dzieci nie było w stanie ustać spokojnie i w sumie trudno się im dziwić. W tym czasie ich rodzice udawali, że to nie są ich dzieci, leżąc na leżakach, bądź huśtając się w hamakach. I im też trudno się im dziwić. Po pierwsze też bym się nie przyznał, po drugie widok z hamaka jest spoko.

Na szczęście mogliśmy rozpalić ognisko nieco z boku, dlatego tabuny dzieci, pomijając decybele, niespecjalnie nam przeszkadzały.

Pierwsze podejście do ogniska odbyło się, zwyczajowo już dla nas, przy asyście ulewnego deszczu. Lunęło dokładnie w momencie gdy przygotowaliśmy gar do gotowania. Tak się przejąłem pilnowaniem aby ogień nie zgasł, że dokładałem drewna i dokładałem… W rezultacie kocioł parował niczym lokomotywa. Po odkręceniu śrub i otworzeniu pokrywy, okazało się, że skojarzenie z lokomotywą było trafne. Przypaliłem na węgiel sporą część naszego obiadu.

Skrobanie gara robi swoje, dlatego za drugim razem podeszliśmy do tematu metodycznie. Po pierwsze przez cały czas pilnowałem aby ogień był równomiernie mały. Po drugie, Ola doszła do wniosku, że smak w kociołku tworzy się analogicznie do sosów, czyli przez powolną redukcję wody. Sprawdzaliśmy więc co 20 minut co się dzieje w środku. W rezultacie wyszedł nam nasz najlepszy kociołek jaki do tej pory zrobiliśmy, oraz meeega gruba warstwa przypalona na samym dnie 😉

 

Zaścianek Babie Lato

 

PLUSY
+ rzeka Rawka & niesamowicie urokliwa Puszcza Bolimowska
+ wygodne miejsce dla osób podróżujących autostradą A2
+ ~70km od Warszawy
+ jeśli potrzebujecie, to na miejscu działa bar, więc z głodu nie umrzecie
+ wszystko jest „skrojone” pod rodzinne wypady z dziećmi. Jeśli nie macie dzieci, to pozostaje cieszyć się, że coś takiego w ogóle istnieje. To jedyne sensowne pole namiotowe w okolicy Puszczy Bolimowskiej
+ minimalna infrastruktura jest [skrzynki z prądem łatwo dostępne i woda]

 

MINUSY
– wszystko się wciąż rozbudowuje, więc toalety są w stanie „surowym”.

Na pewno przyjedziemy tu kolejny raz [jak będzie zimno, bo wtedy będzie mniej dzieci ;]