Rudawy Janowickie

Góry Sokole i Rudawy Janowickie „łaziły” za nami od dłuższego czasu z powodu niesamowitego zjawiska. W mgliste poranki wstające słońce przebija się przez drzewa i zostawia smugi, przypominające „lasery”.

rudawy janowickie

Wjeżdżając na parking pod schroniskiem Szwajcarka ciśnienie rosło mi coraz bardziej. Po pierwsze droga do schroniska jest taka, że całe zawieszenie jęczało i skrzypiało [w rezultacie na drugi dzień wylądowaliśmy u mechanika]. Po drugie wszędzie była fantastyczna mgła. Od razu ruszyliśmy na szlak, żeby zrobić rekonesans okolicznych szczytów. Średnie zadowolenie wykazywał tylko nasz pies. O ile przez większą część drogi hasał przy naszych nogach, to podejście pod same szczyty jest już zbyt strome. Nie było wyjścia, futrzak musiał pozostać pod skałami i cierpliwie czekać. Mogliśmy spokojnie włazić, bo gniewne pomruki i  odgłosy zniecierpliwienia, pod naszymi nogami, upewniały nas że pies nigdzie sam nie polazł 😉 Na szczycie była przepiękna, zerowa, widoczność na okolice. Mgła była gęsta jak mleko, co zapowiadało sporą szansę na genialne warunki do zdjęć. Wystarczyło tylko poczekać do rana 😉

rudawy janowickie

Mgła okazała się wredna. Do rana pozostały po niej marne frędzle w dolinach. Tak czy inaczej warto się było pogapić na góry z Sokolika Dużego, który sam w sobie też jest dość nietypowym szczytem.

rudawy janowickie

Pierwsze zaskoczenie to kręcone schody, którymi wchodzimy w ostatnim odcinku. Potem, na szczycie, ukazują się nam dwie ławeczki [sic!]. Dodatkowo na szczycie jest równiuśka powierzchnia, z której doskonale się startuje się dronem. Jest to ważne zwłaszcza obecnie, gdy wciąż uczymy się nim sprawnie latać.

rudawy janowickie

Na lasery będziemy się tam musieli wybrać ponownie. Niestety musieliśmy się wycofać już po pierwszym poranku. Powodem była konieczność przebadania kleszcza, który użarł mnie w Saksonii Szwajcarskiej. Mamy już jego wyniki. Jak na prawdziwego Niemca przystało, okazał się porządnym, zdrowym kleszczem 😉

Schronisko Szwajcarka, sama nazwa na to wskazuje wskazuje, kempingiem nie jest.

PLUSY:

+ lokalizacja tuż pod dwoma szczytami
+ możliwość posiedzenia w urokliwym schronisku przy piwie czy herbacie
+ spokojnie można wybrać się tam bez kampera, spanie jest możliwe zarówno pod namiotem lub w samym schronisku

 

MINUSY:

– stoicie kamperem na parkingu
– jedzenie w schronisku jest okropne [pierwszy raz nam się to przytrafiło]
– całkowity brak infrastruktury. Nie zatankujecie wody, nie podłączycie się do prądu. Niemniej ciężko mieć do kogokolwiek pretensje. To jest schronisko a nie kemping

Facebook
Instagram